Dagmara – mama trójki chłopców o niesamowitej ruchliwości i niespożytej energii. Wielkopolanka, pasjonatka sportu. 

Sport w moim życiu był mi bliski od zawsze. Pochodzę z domu w którym nie kultywowało się sportów rodzinnych, a celebrowało intelekt. Dużo czytaliśmy, graliśmy w szachy. Dlatego jedno z najmilszych moich wspomnień to wycieczki rowerowe z rodzicami, bo były rzadkie i wyjątkowe. Moja energia wewnętrzna wprost mnie roznosiła i jako dziecko poznałam jazdę na rowerze, grę w tenisa, taniec, pływanie, łyżwy i rolki. 

Niestety, ponieważ byłam szybko rosnącą i wiotką młodą dziewczyną, moja przygoda ze sportem została przerwana ze względu na szybko rozwijającą się skoliozę. Razem z rodzicami walczyliśmy o moje zdrowie. Spędziłam prawie rok w ośrodku rehabilitacji dla młodzieży. Intensywne treningi wzmacniające mięśnie kręgosłupa, stabilizacja całego  korpusu zahartowały charakter, wytrzymałość i zaprawiły w boju. Wyszłam z tego cało. 

W czasie studiów pojawiły się bardziej kobiece zainteresowania, jak taniec latynoski, catwalk, taniec brzucha, którymi później uwiodłam mojego księcia z bajki. Sport towarzyszył mi w latach pracy, kiedy czasu starczało już tylko na klasyczny aerobik, a z czasem na rozwijający się w Polsce cross fit. Kiedy zostałam mamą pożegnaliśmy się ze sportem na kilka dobrych miesięcy ciąży i połogu. 

Jako świeżo upieczona mama chciałam nadal lubić się ze sportem, ale jakoś nie wychodziło. Nie chodzi o to, że zabrakło silnej woli, chęci czy zaangażowania. Nie było dla mnie możliwości - siłownia z małym dzieckiem odpadała, zajęcia zorganizowane także. Zaczęłam szukać innych możliwości ruchu dla mam, które także były nowością w naszym społeczeństwie. Tak trafiłam na nieliczne i wyjątkowe zajęcia pilatesu, gimnastyki dla mam z dziećmi. Ale dla mnie było to za mało. Chciałam… Musiałam się wyszumieć! I tak będąc na spacerze zobaczyłam mamy ćwiczące z wózkami, więc dołączyłam. A podczas ćwiczeń spotkałam mamy biegające. I tak zaczęła się moją 3-letnia miłość do biegania. Startowałam nawet w zawodach... z wózkiem pojedynczym, potem z podwójnym. 

Trzecia ciąża nauczyła mnie pokory, a w zasadzie to co działo się po. Rehabilitacje dna mięśni miednicy i komplikacje poporodowe uniemożliwiły mi dalsze bieganie oraz aerobik z elementami skakania. Nie poddałam się. Dziś trenuję trening funkcjonalny, pływam, jeżdżę na rowerze i od czasu do czasu ćwiczę pilates. 

Nie mam w domu telewizora i telewizji od 14 lat, w zamian lubię dobrą lekturę i gry planszowe. Jestem miłośniczką spotkań z ludźmi. W dobie mediów społecznościowych i facebooka cenię sobie kontakt osobisty i celebrowanie rodzinnych uroczystości. 

Wydarzenia sportowe zapadające w pamięć:

Survival Race w grupie Mamy-Biegamy - biegłam razem z mężem i znajomymi. Sprawiło mi to niesamowitą radość. Pokonywanie przeszkód było wyzwaniem, ale zrobiłam to z uśmiechem na ustach. Wejście do Malty w trakcie jednej z konkurencji było czadowe, tak samo jak basen z lodem. Takich uczuć nie przeżywa się na co dzień.

Bieg crossowy w Dąbrowie Górniczej – biegłam z dziećmi, podwójny wózek, trudny teren. Skończyłam z bardzo dobrym czasem, szybciej niż inni. I te głośne, liczne brawa na mecie – niezapomniane chwile. Czułam się szczęśliwa. 

Dagmara ma na sobie leginsy Riviera w rozmiarze S.